Ostatnio mam pełno spraw do pozałatwiania i raz na tydzień wejdę na fotobloga. Największą tego przyczyną jest pewne maleństwo, które pojawiło się z dnia na dzień w moim życiu. Dokładnie 19 maja przyszedł na świat w moim ogródku, w krzakach. Pewna kotka rodząc swoje młode nie zdawała sobie sprawy z tego, co je czeka.. Moje dwa psy początkowo w ogóle o tym nie wiedziały, chociaż większość czasu spędzają na dworze. Dopiero we wtorek przepłoszyły kotkę i znalazły kociątka, niestety prawie wszystkie które przyniosły były nieżywe. Puszek, który jest starym psem i ma już słabe zęby przyniósł w pysku jedynego kota, który przeżył. Postanowiłam walczyć o jego życie. W ten sam dzień musiałam zrezygnować planów pojechania do galerii z Moniką i Oskarem. Od razu poszłam z kotkiem do pobliskiej apteki, weterynarza i sklepu zoologicznego. W każdym z tych miejsc nie dawali kilkudniowemu kotku bez matki szans na przeżycie. Dzisiaj 'Mił' (bo tak go nazwałam) jest dwa razy cięższy i większy od dnia gdy postanowiłam się nim zająć. Jest zdrowym i przesłodkim kociakiem, który już powoli zaczyna widzieć. Pierwszy tydzień wychowywania i zajmowania się nim był najtrudniejszy: dosłownie co 2 godziny w dzień, jak i w nocy trzeba było go karmić specjalnym mlekiem, które w dodatku przygotowywane jest na świeżo. Karmienie nie jest łatwą rzeczą, trzeba karmić ostrożnie podając mleko z pipety, a po każdym posiłku masować kotku brzuch. Czasami mam naprawdę dość, ale gdy na niego patrzę strasznie się cieszę, że jednak jest nadal z nami. Po raz kolejny udowodniłam samej sobie, że wszystko jest możliwe! Tym razem ratując komuś życie. Niby to tylko jednego dachowca mniej czy więcej na świecie.. jednak w przyszłości będzie mi jeszcze bliższy i mam nadzieję, że razem ze mną przeżyje moją osiemnastkę, ślub, a kiedyś będę mogła opowiedzieć tą historię moim dzieciom. Zdjęcia Miła:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz